Kategorie
Blog

Między coachingiem a poradnictwem zawodowym.

Procesy coachingu i poradnictwa zaczynają się w chwili kiedy klient decyduje się na kontakt z doradcą/coachem.  Ani poradnictwem, ani coachingiem, według mnie, nie można nazwać działania, w którym nakłania się, bądź „umożliwia” obligatoryjne spotkania z coachem/doradcą.  Gwarancją zmian jednostki jest jej chęć rozpoczęcia i kontynuowania pracy nad tym procesem. Jedynym najlepszym źródłem wiedzy o tej formie samorozwoju winna być wszechobecna informacja.

Różnice.

W praktyce jednak najczęściej z dobrowolnością kojarzymy coaching, natomiast poradnictwo jest przypisywane sytuacjom, kiedy wybór „skorzystać czy nie” jest ograniczony i niejako odbywa się przy silnym wskazaniu właściwości tej drogi. Obecnie, wskutek coraz większej popularności  pojęcia „coaching” podział ten rozmywa się (np.: coaching włączany jest jako obligatoryjne zajęcia w realizowanych projektach z funduszy UE.)

Na czym według mnie polega różnica między doradca zawodowym a coachem? Doradca stąpa do przodu, z klientem pod ramię, dbając, by swoim następnym krokiem kogoś nie przydepnąć i by klient się o coś nie potknął, w razie czego służąc swoim ramieniem, coach puszcza przodem biegnącego klienta i podążając za nim woła:
„pamiętasz o Twoim celu? Jak myślisz, którym pasem jest lepiej biec, by unikać kolizji z kimś kto się zatrzymał, porusza się wolniej albo podąża w przeciwnym kierunku? Myślisz, że droga po której biegniesz może być czasem nierówna? Jak myślisz, co Ci da zdrowy posiłek i odpoczynek w przerwach w biegu? Spójrz w Twoją mapę, czy ta droga przybliża cię do celu?”.
Czasem kogoś szturchną, albo przydepną piętę – zawsze serdecznie i szczerze przepraszając, czasem klient się potknie … ale biegną dalej. To klient widzi drogę, więc coach nie może mówić, w którą stronę ma biec klient. Podążają razem przez jakiś czas, żeby klient nabrał pewności, że umie biec po czym rozstają się. Coach nie może wziąć odpowiedzialności za to, gdzie dalej pobiegnie klient i jak długo będzie biegł. Coach czuje się zobowiązany by zrobić wszystko, co możliwe, by klient  był dobrze wyposażony na tę podróż. Najczęściej celem klienta są działania dla innych, z myślą o innych lub takie, które przyniosą korzyści innym. Kierownicy chcą by ludziom w ich zespołach dobrze i efektywnie się pracowało; nauczyciele angielskiego – by ich klienci mogli uczyć się języka przy użyciu nowoczesnego sprzętu i w tak sprzyjającej atmosferze, by polecali takie miejsce innym; lekarki-matki czworga dzieci chcą, by kobiety w ciąży miały najlepszą na świecie opiekę; informatycy – chcą robić najlepsze strony www dla swoich klientów… Klient coacha potrafi jednak przyznać, że sam dla siebie jest najważniejszy, że jeśli sam nie osiągnie szczęścia, nie będzie mógł przekazywać go dalej.

Można się pokusić o nazwanie coachingu kolejną fazą rozwoju poradnictwa z tą jednak zasadniczą różnicą, że w poradnictwie obserwuję zdecydowanie większy szacunek dla autorów myśli , teorii, publikacji, tekstów. Z pewnością istotne znaczenie ma fakt, że poradoznawstwo jest dyscypliną naukową. Niestety, bywa, że dbałość o autentyczność źródeł staje się ciężarem, spowalniającym proces dostosowywania się do wciąż zmieniającej się rzeczywistości. Coaching przysposabia wiedzę „wprost”, przekazując ją z szybkością błyskawicy poprzez system spotkań formalnych i nieformalnych, blogi coachów, zamieszczane w internecie prezentacje – przez co rozwija się szybciej, błyskawicznie wprowadzając, bądź modyfikując nową myśl. Jest lepiej dostosowanym do zmiany instrumentem  towarzyszenia w  rozwoju klienta, lecz też bardziej płynnym i w ogromnej (jednak) mierze zależnym od poczucia odpowiedzialności coacha.

Dyscyplina ta rozwija własną terminologię wprowadzając podział na:

  • „Coaching personalny – nastawiony na rozbudowę sfery wewnętrznej człowieka.
  • Life coaching – nastawiony na relacje i życie osobiste.
  • Coaching zawodowy – związany z rozwojem, karierą.
  • Executive coaching – praca z kadrą zarządzającą przedsiębiorstw.
  • Coaching inwestycyjny – związany zazwyczaj z osobistymi inwestycjami (patrz też: Doradztwo finansowe, Doradztwo inwestycyjne).
  • Coaching biznesowy – nastawiony na rozwój biznesu.
  • Coaching grupowy – nastawiony na radzenie sobie z podobnymi wyzwaniami, przed którymi stoją uczestnicy szkolenia, np. problemy w związkach, relacjach w środowisku pracy, efektywność, przywództwo wg Coaching Institute Polska.”[1]

Próżno jednak szukać autorów owej typologii w literaturze, a także na stronach internetowych coachów. Poradoznawstwo ostrożne jest w podziałach na kolejne, coraz bardziej wyspecjalizowane subdyscypliny, mając na uwadze człowieka jako jednostkę realizującą różne role społeczne, w którym owe role przeplatają się tworząc zindywidualizowaną, niepowtarzalną strukturę.

Część wspólna.

Poradnictwo i coaching opiera się na „nawiązaniu interakcji (…) nie tyle w celu nauczenia ludzi rozwiązywania prostych bieżących zadań, ile w lepszym zorganizowaniu siebie w stosunku do ważnych życiowych problemów, które przychodzi im rozwiązywać na przestrzeni całego życia (…) mają umożliwić im refleksyjne konstruowanie  własnej biografii”[2]. Twórca pierwszego w Polsce podręcznika coachingu (Maciej Bennewicz) pisze natomiast o coachingu partnerskim: „jestem raczej dyskretnym towarzyszem zmiany, przewodnikiem, który prowadzi klienta do celu, dbając o parametry tej rozwojowej podróży. Zasoby potrzebne do zmiany lub do osiągnięcia celu i sposoby jego realizacji dobiera wówczas sam coachee [klient – przyp. MI]. Droga pozornie staje się dłuższa, lecz uruchamiany efekt internalizacji – czyli uwewnętrznienia zmiany i potrzebnych do jej realizacji umiejętności, przekonań, sposobów, środków – jest bardzo trwały i natychmiast przekłada się na efekty. W tym znaczeniu coach jest bardziej himalajskim Szerpą, który swoją wiedzą, doświadczeniem i odpornością wspiera podróżnika, niż guru, nauczycielem lub przywódcą”[3].

Bez względu, jednak, na nazewnictwo najczęściej spotkanie zaczyna się od wysłuchania i określenia aktualnej sytuacji , po której następuje wyczekiwanie klienta na kolejny krok: wskazanie kierunku, określenie stylu i metod dalszej pracy. Po tym wstępie (zajmującym od kilkunastu minut do kilku spotkań) klient zaczyna sam prowadzić  coacha/doradcę swoją ścieżką rozwoju. Wyczucie tego momentu to majstersztyk pracy z ludźmi i świadczy o dojrzałości trenera.

Część wspólna jest zatem sednem sensu pracy, i doradcy, i coacha, której jakość zależy przede wszystkim od ich predyspozycji do tego zawodu, miłości i szacunku dla ludzi, pasji, wiedzy i doświadczenia.

Bibliografia:

  1. Źródło: http://pl.wikipedia.org/wiki/coaching, z dn. 15.06.2012r.
  2. Kargulowa, A., O teorii i praktyce poradnictwa. Podręcznik akademicki, Wydawnictwo Naukowe PWN, warszawa 2004, str. 48
  3. Bennewicz, M., Coaching i mentoring w praktyce, Warszawa 2011, str. 26 
Kategorie
Aktualności

Z okazji Dnia Dziecka

życzę dzieciom spełnienia wszystkich dziecięcych marzeń.

Dorosłym zaś, którzy  chcą w sposób szczególny spędzić ze swoimi pociechami najbliższy weekend, lub po prostu mają w sobie jeszcze dziecięcą ciekawość świata, polecam wybranie się do nowo powstałego Humanitarium. Ta interaktywna wystawa obejmuje 50  eksponatów w takich dziedzinach jak: „Anatomia Człowieka”, „Świat Zmysłów”, „Ekologia i Energia”, „Fizyka na Wesoło”, „Medycyna” oraz „Genetyka”.

Kategorie
Blog

Lęk

Już dawno nosiłam się z zamiarem napisania o lęku, ale… bałam się (sic!).

Jakieś dwa lata temu, ukazał się w dodatku do Gazety Wyborczej bardzo przyzwoity  felieton o strachu. Zrobił na mnie tak duże wrażenie, że wyrwałam go i nosiłam w kalendarzu do czasu wielkich porządków, po  których felieton zaginął w domowych czeluściach. (może znasz nazwisko jego twórcy? Napisz: marta@idkowiak.pl). Autor pisał w nim, jak to któregoś późnego wieczoru wracał, wraz z kolegą, piechotą do domu, a z naprzeciwka wyłoniła się grupka niespokojnych wyrostków. Autor blady ze strachu modlił się o czapkę niewidkę, gdy wtem, jeden z opryszków odezwał się do kolegi Autora: „Daj pięć dych!” Autorowi ugięły się nogi i tylko to powstrzymało go od natychmiastowej ucieczki.

O lęku – „pawulonie” paraliżującym rozum i wyzwalaczu podstawowych, biologicznych reakcji organizmu (ucieczka, unikanie – atak) pisał w latach dziewięćdziesiątych Daniel Goleman:

„W istocie rzeczy, reakcją leżącą u podłoża martwienia się i niepokoju (ang. anxiety) jest czujność, wypatrywanie potencjalnego zagrożenia, co miało bez wątpienia ogromne znaczenie dla przetrwania naszego gatunku.”

I właśnie dlatego, iż reakcje związane ze lękiem (strachem) są tak głęboko zakotwiczone w nas przez naturę – tak trudno nad nimi zapanować. Seth Godin w swoim „Najmocniejszym ogniwie”[1] nazywa strach oporem, „gadzim mózgiem gustującym w zemście i łatwo wpadającym w gniew, któremu zależy jedynie na pożywieniu i bezpieczeństwie”.

Strach ogranicza nasze horyzonty, sprawia, że zamykamy się w wąskim kręgu podstawowych, niezbędnych do przeżycia potrzeb. Dusi naszą kreatywność, umiejętność wynajdywania nowych, niekonwencjonalnych rozwiązań.

Prawda absolutna nie istnieje, a świat, w którym żyjemy jest plątaniną nadawanych znaczeń i subiektywnych ocen rzeczywistości. Kategoryzujemy, czyli inaczej mówiąc, szufladkujemy i upraszczamy docierające do nas sygnały. Mamy więc obiektywne fakty (kilku młodych mężczyzn idzie późnym wieczorem ulicą) a z drugiej strony „subiektywne” (zdefiniowane przez Autora felietonu) kategorie (młodzi mężczyźni wieczorową porą wróżą kłopoty).

Kategoryzacja i nadawanie znaczeń polegają na tym, że „fakty, czyli zewnętrzne informacje o świecie docierające do nas w postaci obrazów, dźwięków, smaków itp., są rejestrowane przez narządy zmysłów i zamieniane na wewnętrzną informację przekazywaną do mózgu w postaci impulsów nerwowych” . Z ogromu tych informacji mózg wybiera sobie tylko te pasujące do aktywnych w danej chwili kategorii, czyli doświadczeń i przeżyć z niedawnej przeszłości bądź takich, które wywarły na nas bardzo duże wrażenie. Pozostałe informacje  są pomijane  w procesie rozumienia sytuacji.

Dysponujemy zatem ograniczoną z założenia percepcją rzeczywistości, uzupełniając sobie wszelkie niedostatki informacji  kategoriami. Jakie są skutki tej mieszanki? Wiele zależy od rozległości naszych „zasobów” czyli wiedzy o świecie i otwartości na różne możliwości. Im są większe, tym łatwiej zapanować nad strachem, co owocuje z kolei tym większym poznaniem, wiedzą i otwartością.

„No dobrze – powiesz – ale jak sobie z tym strachem radzić?”

 Sposoby radzenia sobie ze strachem.

Według Godina są dwa sposoby radzenia sobie ze strachem:

  1. Wyjść mu naprzeciw ( sprawdzić, czy na pewno zamknęliśmy  drzwi wejściowe, zamiast leżeć w łóżku zastanawiając się, co się może stać, jeśli zamknięte nie są)
  2. Przeczekać (może brzmi to nieprawdopodobnie, ale ta metoda działa!) Uświadomić sobie swój strach i dalej robić swoje. Nie nakręcać w myśli filmów, lecz trzymać się faktów (fakt jest taki, że nie pamiętamy czy zamknęliśmy drzwi od domu). Przeżywamy niepokój, który jest jak najbardziej prawdziwy, ale nie starajmy się ani go racjonalizować, ani podsycać. Po prostu sobie jest a my go przeżywamy i tyle. Po jakimś czasie oswajamy go w sobie i staje się coraz mniej dotkliwy . Zanika.

Ten drugi sposób Brian Tracy nazywa „prawem panowania” . Według tego światowej sławy konsultanta „większość stresów, lęków, napięć i chorób psychosomatycznych jest wynikiem poczucia braku kontroli nad jakimś ważnym elementem życia”[2].

Bruce Eimer i Moshe S. Torem podają tych sposobów dziesięć w niewielkiej, zawierającej jedynie niezbędne słowa, książeczce[3] :

  1. „Zaakceptuj niepewność jako nieodłączny element życia
  2. Oceń realne ryzyko
  3. Przerwij obsesyjne myślenie
  4. Odzyskaj wewnętrzną harmonię
  5. Rozluźnij się
  6. Uodpornij się na frustrację
  7. Zaakceptuj siebie
  8. Naucz się wybaczać
  9. Utrzymuj dobre kontakty z innymi i nadaj swojemu życiu sens
  10. Naucz się być elastyczny.”

Wiedza na temat lęku, jest już sama w sobie doskonałym, na tenże lęk, antidotum, a systematyczna praca nad panowaniem nad emocjami potrafi diametralnie zmienić jakość naszego życia.

Wracając do przytoczonego na wstępie Autora felietonu: wieczorna przechadzka po świeżym powietrzu, zakończyła się tak, jak kończy się większość wywołujących w nas lęk sytuacji: okazuje się, że strach ma wielkie oczy. Towarzysz ze spokojem wyciągnął portfel, z niego banknot i podał wyrostkowi. Kiedy Autor felietonu odzyskał głos i bąknął coś z uznaniem o odwadze kolegi, ten odparł: „To był mój syn”.

Bibliografia:

  1. Godin Seth, Najmocniejsze ogniwo, Helion Wydawnictwo, 2011
  2. Brian Tracy, Maksimum osiągnięć, Muza S.A., Warszawa 2005
  3. Eimer Bruce, Torem Moshe S., 10 sposobów jak pokonać lęk przed zmieniającym się światem, GWP, Gdańsk 2007
Kategorie
Aktualności

Baza szkoleń, studiów podyplomowych i innych działań podnoszących wiedzę, umiejętności i kwalifikacje

Nie ma jednej strony, na której znajdziesz wszystkie dostępne możliwości. Ba! Na dzień dzisiejszy (aktualizuję ten wpis 11 czerwca 2020 r.) nie jestem w stanie podać nawet kilku takich miejsc. To zmienia się z dnia na dzień i trzeba po prostu z uwagą przeczesać internet i rozpuścić wici wśród znajomych. Najważniejsze to wiedzieć czego się szuka.

Kategorie
Aktualności

Międzynarodowe Targi pracy

23 i 24 maja 2012 odbywają się we Wrocławiu Międzynarodowe Targi Pracy. Może warto się wybrać?

Kategorie
Blog

„Szczęście to nie przypadek”*

Wszyscy znamy przysłowie „Każdy jest kowalem własnego losu”. Ba! Nawet się z nim zgadzamy! Po czym znów pozwalamy się ciągać na manowce zdradzieckiemu myśleniu, że wszystko, co nam się złego przytrafiło to „jakieś fatum”, że „nieszczęścia chodzą parami” i „jak się wali to wszystko na raz”. Czy na pewno nie mamy na to żadnego wpływu? Czy może są konsekwencją naszych myśli i działań? Dlaczego nie spełniają się marzenia?

Odpowiedź wcale nie jest miła: bo pielęgnujemy w sobie strach przed zmianą, nie staramy się wyjść poza utarte i sprawdzone schematy, a często po prostu nam się nie chce. Ponieważ zmiana często jest ryzykowna a z pewnością wymaga wiele pracy.

Kierowanie własnym życiem wymaga przede wszystkim wiedzy o sobie a później kolejno: umiejętności określania celów, planowania, konsekwencji, cierpliwości, wiary w siebie,uświadomienia sobie własnej emocjonalności oraz panowania nad nią … i tego wszystkiego można się nauczyć. Każdy może nad tym pracować. Najlepiej nie odkładać tego w nieskończoność i zacząć już dziś. Może ta krótka prezentacja będzie inspiracją dla Ciebie?

———————

* „Szczęście to nie przypadek”, John D. Krumbolz i Al S. Levin, Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne Sp. z o.o., Gdańsk 2009

Kategorie
Aktualności

Fundusze unijne na założenie firmy w województwie dolnośląskim*

Na stronach Organizatorów znajdują się szczegółowe kryteria naboru:

Nazwa projektu Organizator termin składania wniosków rekrutacyjnych
Pierwszy krok do biznesu Eurocentrum Innowacji
i Przedsiębiorczości
maj – czerwiec 2012r.
„Patron” – kompleksowy projekt wsparcia i promocji przedsiebiorczości osób niepełnosprawnych Polska Izba Młodych Przedsiębiorców LOM Wrocław 16 kwietnia – 18 maja 2012r.
Własna firma szansą dla młodych! Stowarzyszenie Rozwoju Przedsiębiorczości 2 lipca – 6 lipca 2012 r.
Kobieta sukcesu
to ja!
Gmina Miejska Bolesławiec 1-15 czerwca 2012

———————

* źródło: na podstawie danych z Dolnośląskiego Wojewódzkiego Urzędu Pracy

Kategorie
Blog

i rozpętała się burza w edukacji

Obserwacja bogactwa sposobów poznawania świata (przede wszystkim przez dzieci – „gąbki” chłonące wiedzę w błyskawicznym tempie) prowadzi nas do refleksji o sposobach przyswajania informacji. Dzieci zadają pytania … i niekiedy zawieszają głos, pragnąc więcej, innym znów razem ich tok myślenia chce podążyć w nieznaną zupełnie stronę, a nauczyciel wciąż mówi i mówi. Dziecko głodne krótkiej odpowiedzi na konkretne pytanie: „skąd w wulkanie bierze się lawa?”, niekoniecznie jest ciekawe opowieści o powstawaniu planet.

Brak głębi.

Obecne „ślizganie się po powierzchni”, nie wchodzenie w głąb, nieznajomość wszystkich  dostępnych teorii – prowadzi, przekornie,  do większej kreatywności, otwartości na nieznane. Stąd pomysły, by w zespołach projektowych prócz specjalistów z danej dziedziny, pracowali również eksperci z dziedzin bardzo odległych. Oni bowiem wnoszą do zespołu nową wartość, coś czego nie udałoby się osiągnąć w homogenicznym gronie. Czy powinniśmy się bać „wyważania otwartych drzwi” wskutek braków w wiedzy już osiągniętej przez ludzkość? W dobie coraz szybszego dostępu do informacji sprawdzenie, czy nowa idea nie została już gdzieś wymyślona, trwa krócej niemal każdego dnia.

Ogrom wiedzy z jakim trzeba się zapoznać w jednej dziedzinie, a często nawet w bardzo wyspecjalizowanej jej części, dezaktualizuje się już w chwili kiedy go sobie przyswajamy. Edukacja rozumiana tradycyjnie uczy stałości, jest bezpieczna i przewidywalna. Jednocześnie jej przekaz jest dalece nieprzystosowany do prędkości z jaką pędzi teraźniejszość. We wszystkich dziedzinach, w których mamy braki podłączona do nas elektroniczna pamięć (komputer, internet) jest w stanie nam je niwelować bądź je łagodzić. Być może już niedługo w tornistrze pierwszoklasisty zamiast kilogramów książek i ćwiczeń znajdzie się jedynie laptop z dostępem do internetu?  Wprowadzany właśnie przez Ministerstwo Edukacji Narodowej pilotażowy projekt „Cyfrowa szkoła” pozwala mieć nadzieję, że tak.

W jaki sposób uczyć?

Genialnej odpowiedzi na to pytanie udzielił profesor Frans Meijers w swoim wykładzie w ramach Naukowego Seminarium Poradoznawczego z 12 kwietnia br.:

„Najgorsze w edukacji jest to, że dostajemy odpowiedź zanim zadamy pytanie (…) Konsekwencją wysuwania teorii ponad doświadczenia oraz nauki od łatwego do trudnego jest to, że nauczyciel 30% czasu na lekcji poświęca na uspakajanie uczniów, którzy nie widzą celu, nie potrafią się skoncentrować ani zadawać pytań”

Profesor metaforycznie porównał tradycyjne kształcenie do samochodu, w którym silnikiem są rodzice, nauczyciel siedzi za kierownicą a uczniowie/studenci przyjmują rolę pasażerów na tylnym siedzeniu nie orientujących się nawet w jakim kierunku jadą.

Jak zatem uczyć?

To pytanie pozostanie chyba wciąż otwarte.

Kategorie
Aktualności

Jakie są zawody przyszłości?

To pytanie zadają sobie co roku nie tylko kolejni maturzyści wybierając kierunek studiów, ale również osoby doświadczone na rynku pracy, które myślą o zmianie swojej ścieżki zawodowej. Ciekawą debatę na ten temat zorganizował portal Pracuj.pl w ramach tegorocznych Wirtualnych Targów Pracy. wejdź tutaj….

Jednym z zawodów przyszłości jest z całą pewnością broker informacji.

Kategorie
Aktualności

Opisy niektórych zawodów

zastanawiając się nad zawodem dla siebie warto prócz poznania własnych predyspozycji zapoznać się również z opisami zawodów. Pomocna może się okazać lista zamieszczona na stronie perspektywy.pl.

Kategorie
Blog

Młodzi na rynku pracy 2012

Najnowszy raport „Młodzi na rynku pracy” opublikował na swojej stronie Społecznościowy Serwis Badawczy StudentsWatch sp. z o.o.

Kategorie
Blog

Kij w mrowisko: certyfikaty a deregulacja zawodów.

„Homo est animal sociale” – Arystoteles

Głośno ostatnio o propozycji Ministra Sprawiedliwości związanej z deregulacją kilkudziesięciu zawodów. Skostniała machina uregulowań wykluczała z rynku pracy osoby z predyspozycjami, wiedzą i sercem do danego zawodu. A certyfikat…cóż… mam do certyfikatów pewien dystans.  Tym większy im większa jest moja wiedza na ten temat.

Otóż ludzie z pewnym doświadczeniem zawodowym posiadają teczkę lub segregator  (czasem dwa!) z certyfikatami i świadectwami . Weźmy dla przykładu: bardzo ceniony przeze mnie certyfikat ukończenia szkolenia z jednej z metod szkoleniowych Q-CHI. Świetne, profesjonalnie przeprowadzone szkolenie w renomowanej instytucji, metoda też bardzo cenna w zastosowaniu. Tylko … niewiele dla mnie warte jest to zaświadczenie bez praktyki. Najlepiej codziennej, wgłębienia się, internalizacji metody. Niestety nie zaangażowałam się w nią. Może kiedyś…

Tak właśnie jest z certyfikatami. By zobrazować temat jeszcze dokładniej podam kolejny przykład z mojego doświadczenia: onegdaj otrzymałam propozycję certyfikowania się na coacha. NA JEDNODNIOWYM SZKOLENIU. Czy muszę komentować? Muszę! Jak można nauczyć kogokolwiek, nawet niesłychanie uzdolnioną osobę (wątpię jednak w moje nadprzyrodzone możliwości;)) pracy z drugim człowiekiem w 1 dzień (słownie jeden dzień! sic!)?!? Niemniej jednak tacy „jednodniowi” coachowie są wśród nas.

Powstaje więc pytanie: PO CO? Po co certyfikujemy się, zdobywamy wciąż nowe „papierki” do naszej kolekcji?

Zanim odpowiem na to pytanie przytoczę rozmowę z młodą osobą, bardzo dobrą uczennicą, wybierającą się na prawo.

Ja – Czy masz już jakieś pomaturalne plany?

Uczennica (U) – Tak. Wybieram się na prawo.

Ja – O! Bardzo ambitnie! A co cię przyciąga do tego zawodu? Interesujesz się prawem, życiem społecznym itp.?

U – Nie. Prawnik po prostu bardzo dobrze zarabia.

Ja – Znam różnie zarabiających prawników: tych bardzo dobrze sytuowanych, ale też znam prawników zarabiających poniżej najniższej płacy krajowej. Dlaczego więc idziesz na prawo?

U – Nie wiem… bo jako prawnik można dużo zarobić.

Ja – A jak się przedstawiają twoje plany życiowe? Masz chłopaka, gdzie chcecie się osiedlić?

U – Planujemy zostać w naszym małym miasteczku.

I teraz powstaje pytanie: czy w małym miasteczku, o wysokim współczynniku bezrobocia można zostać rozchwytywanym, bardzo dobrze zarabiającym prawnikiem? Po cóż więc ten dyplom? Po co starania? Czy po studiach Uczennica znajdzie pracę w charakterze prawnika w swoim miejscu zamieszkania? A nawet jeśli, to czy będzie to praca spełniająca jej oczekiwania, skoro jedynym oczekiwaniem są wysokie zarobki? Pytanie jeszcze: jakie są plany związane z wydawaniem/inwestowaniem/zbieraniem zarobionych pieniędzy.

Kariera zawodowa tej młodej osoby może potoczyć się bardzo różnie w zależności od jej determinacji i refleksyjności. Najważniejsze by jej wybory ją uszczęśliwiały. I by potrafiła odpowiedzieć samej sobie na pytania „po co?”, jaki jest cel?, jak go osiągnąć?.

No i wróćmy do tego, do znudzenia powtarzanego przeze mnie pytania : ”po co się certyfikujemy?”.

Po co certyfikat pani zajmującej się BHP w zakładzie pracy, skoro całe szkolenie z tej dziedziny polegało na pytaniu: „zna pani te wszystkie zasady BHP, prawda? Proszę tu podpisać.”.

Po certyfikat taksówkarzowi? Nie pytam przecież  o certyfikat, ani mojej ulubionej korporacji taksówkarskiej, ani żadnego taksówkarza, który w niej pracuje. WIEM, na podstawie – najpierw polecenia – a później własnego doświadczenia, że jest najlepsza w mieście, i mogę oczekiwać z jej strony pewnych istotnych dla mnie standardów. Pewnie inni jeżdżący taksówkami mają inne oczekiwania, które spełnia inna korporacja.

A propos taksówkarzy! Ciekawy przykład przytoczyła w swoim liście do Członków i sympatyków Pani Prezes jednej z bardzo cenionych przeze mnie organizacji, zajmującej się szeroko pojętym rozwojem osobistym:

„Usłyszałam bardzo dobrą metaforę ostatnio: „jeśli chcesz nazywać się taksówkarzem i przewozić ludzi, musisz mieć licencję i być stowarzyszony w profesjonalnej przewozowej korporacji”. Mamy światową korporację, która jest naszą prestiżową licencją, ale żeby móc jej używać, trzeba wykazać i potwierdzić swój profesjonalizm.”

Ludzie jako „istoty społeczne” mają ogromną potrzebę zrzeszania się, organizowania i … potwierdzania swojej niepowtarzalnej, indywidualnej wartości. Nie zapominajmy jednak, że to pragnienie jest niesłychanie powszechne i zamiast rywalizować może warto się wzajemnie wspierać by tworzyć tzw. „wartość dodaną”?. Może warto również przyjrzeć się kto i ile zarabia na „prestiżowej licencji” i jak się to ma do tak modnego teraz „zrównoważonego rozwoju”. Czy „zrównoważony rozwój” ma w takiej sytuacji jakiś sens? Po co w ogóle ta idea?

Nie muszę zapewne dodawać, że zawód taksówkarza jest jednym z zawodów proponowanych do deregulacji.:)

Z życzeniami bogatych refleksji

MI